WIKTORIA WICIŃSKA

„WICIA”

Wiktoria

           Wiktorio, to, co zapamiętałem, to Twój uśmiech. Widzieliśmy go od razu, kiedy na Ciebie spojrzeliśmy. Promienny, uroczy i zarażający. Zawsze śmiała się cała Twoja twarz, a najbardziej wesołe, rozbiegane i inteligentne oczy. Wszędzie Cię było pełno... Dusza towarzystwa, zawsze mająca coś ciekawego do powiedzenia, przyciągająca innych jak magnes. To, co zapamiętam najbardziej, to Twoją niebywałą odwagę! Wielu rówieśników mogłoby się jej uczyć od Ciebie.

            Często żartowaliśmy, że na sali, boisku, padoku czy torze jesteś naprawdę wolna i to właśnie tam wyzwalasz swoją niespożytą energię. Bez wątpienia byłaś stworzona do sportu. Musiałaś być ciągle w ruchu, bo bezruch Cię obezwładniał jak klatka zamkniętego w niej ptaka. Wspaniałe było to, że ciągle dążyłaś do perfekcji we wszystkim, co Cię zainteresowało. Choć dzisiaj Cię z nami nie ma, to wspomnienia o Tobie ogrzewają mnie od środka,
ale jednocześnie siekają moją duszę na kawałki…

               Ktoś kiedyś pięknie napisał, że najważniejsze we wspomnieniach jest to, żeby mieć się gdzie zatrzymać i tam je wspominać. Ja mam to szczęście, bo wchodząc na salę, często widzę Cię roześmianą z piłką pod pachą. Taka na zawsze pozostaniesz w moich wspomnieniach.

                                                                                                                          Wychowawca

                                                                                                                 Przemysław Szymczak